Czwartek. 20:30. Złote Tarasy. Multikino. Po ciężkim egzaminie Malw zabrała mnie na relaksujący wieczór. Na La La Land ! Chodził za nami ten film, wszyscy chwalili, ja chciałam od początku go obejrzeć, tylko jakoś czasu nie było. Więc ukradłyśmy trochę. Byłam, zobaczyłam, zakochałam się. No bo jakżeż nie można? Te odniesienia do ery stepowania w filmach, Zabawnej Buzi i wielu innych filmów - ach! Poza tym muzyka przenika ciało i mózg. Przeżera. Zostaje na długo. Poniżej moje i Malwy ulubieńce: City of Stars i Audition . Uwielbiam, gdy Gosling śpiewa "Think I want it to stay". Serce złamane. Pełnia uczuć. Czara przelana </3 Mam ochotę wtedy rzucić wszystko i lecieć szukać młodego jazzmana. Zresztą, nie tylko ja tak myślę: Co ciekawe, Ryana widziałam w wielu rolach, ale nigdy za nim nie "szalałam". Teraz jestem skłonna zmienić zdanie. Tylko dlatego, że gra jazzmana. JAZZMANA! Nawet jeśli ten jazzman jest trochę wymemłany ...